Z wyglądu zwykła dziewczyna, nie dająca poznać po siebie
całego bólu który się w niej skrywa.
A wszystko zaczęło się dwa lata temu, chęć bycia idealną .
. to był początek końca. Przestawałam
jeść potrafiłam wytrzymywać parę dni, wcale nie odczuwając głodu. Gdy w końcu
uzyskałam swoje wymarzone efekty nie umiała zacząć normalnie funkcjonować.
Nadal nie jadłam . . . Gdy coś zjadłam nie mogłam pozbyć się tego ohydnego
uczucia więc zawsze biegałam do łazienki i zmuszałam się do wymiotów. Jadłam sporadycznie
aby jakoś funkcjonować, po roku, najgorszym roku w moim życiu miałam już tego
dosyć. Nie nienawidziłam siebie za to co sobie zrobiłam, nienawidziłam rodziców
za to, że nawet nie zauważyli co się ze mną dzieje. Nic już się dla mnie nie
liczyło, samotność która mnie otaczała przyczyniała się do samookaleczenia. Z
dnia na dzień na moich rękach pojawiały się nowe rany, które były zadawane ze
świadomością.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze był najgorszym jaki kiedy
kol wiek miałam. Nie mogłam się porozumieć z moimi rodzicami w pewnej kwestii
więc cała zapłakana ruszyłam w stronę łazienki, byłam bardzo zdenerwowana, nie
pamiętam tylko chwili w której to zrobiłam.
Obudziłam się w szpitalu, okazało się że o mały włos się nie zabiłam, przy moim łóżku była matka, która chowała twarz w swoich dłoniach.
- Jak mogłaś to zrobić, co sobie pomyślą wszyscy ? Nie
myślałaś o nas o tym przez co będziemy przechodzić jeżeli by Ci się to udało ?
– powiedziała moja matka przez łzy. To co powiedziała nie miało dla mnie żadnego
sensu w mojej głowie słyszałam tylko ’’CO SOBIE POMYŚLĄ WSZYSCY’’
O mały włos się nie zabiłam a ona się zastanawia co pomyślą
inni nie rozumiem tej kobiety.
W tej chwili podszedł do nas lekarz, który mówił że musi
porozmawiać z moja matka na osobności.
- Mam do pani pytanie, czy kiedykolwiek zdarzało się, że
córka nie jadała ? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć – Co ma znaczyć to
pytanie ? – zapytałam lekko oburzona.
- Pańska córka ma
niedowagę i to dużą, ten etap zalicza się do anoreksji. Dlatego pytam czy ta
dziewczyna jadła czy nie, musimy ustalić czy mamy do czynienia z anoreksją czy
bulimią.
- Nie wiem co mam panu odpowiedzieć . . – Biłam się z
myślami przecież nigdy się tym nie interesowałam jak była głodna to jadła jak
nie to nie, jej sprawa.
- Przecież jest pani jej matką ! Chyba interesuje się pani
tym czy je czy nie – powiedział lekarz podniesionym tonem i oburzeniem – w
takim razie musimy porozmawiać z pańską córką. – Mężczyzna wszedł do pokoju w
którym leżała Destiny.
*
To była najgorsza rozmowa, ciągłe pytania od ilu nie jem,
czy zmuszam się do wymiotów … W końcu to dobiegło końca lekarz opuścił pokój i
udał się do swojego gabinetu, nie wiedziałam co teraz ze mną będzie, bardzo
bałam się rozmowy z moją matką która w tej chwili weszła do pomieszczenia.
Po tygodniu spędzonym w szpitalu było dane wyjść mi do domu,
nie mogłam się doczekać tego momentu kiedy znów będę mogła iść do szkoły,
spotkać się z moim chłopakiem i najlepszą przyjaciółką. Było mi bardzo przykro,
ponieważ oboje ani razu nie byli u mnie ale po zastanowieniu stwierdziłam, że
pewnie się bali. Nie miałam im tego za złe.
Jak zawsze wstałam o
7 : 30 aby zdążyć przygotować się do szkoły. O godzinie 18 miałam wizytę
u pani psycholog, trochę się bałam, ale pewnie nie będzie tak źle, idę tam z
moją matką.
Byłam już pod budynkiem szkoły, w oddali zobaczyłam Charlie,
chyba nigdy się tak nie cieszyłam na jego widok, gdy byłam już koło niego
rzuciłam się mu na szyje :
- Nawet nie wiesz jak się stęskniłam – chciałam go pocałować,
ale nagle poczułam, że mnie od siebie odpycha. – Co jest, Charlie ?
- Nie rozumiem Cię Des. Nie wiem jak mogłaś to zrobić . .
. to nie jest normalne, nie mogę być z taką wariatką, to koniec ! – powiedział
spokojnym głosem, po chwili podszedł do swoich przyjaciół i zostawił mnie samą.
Czułam się okropnie, jedyna osoba przy
której czułam się szczęśliwa, właśnie odeszła. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, to miał
być piękny dzień a już na samym początku jest beznadziejny.
Udałam się na ławkę przed szkołą, chciałam dojść do siebie.
Po chwili dołączyła do mnie Helen, która usiadła koło mnie, nie chciałam być sama więc się
do niej przytuliłam, niestety powtórzyła się sytuacja która miała miejsce
chwilę temu. Dziewczyna odepchnęła mnie od siebie :
- Ty nie jesteś normalna ! Nie wiem jak mogłam się z tobą
zadawać ! Jak można próbować się zabić ? Nie masz problemów a robisz jakieś
akcje …. Nie rozumiem Cię i nienawidzę, Cześć ! – powiedziała prawie krzycząc w
tej chwili zaczęłam płakać, nie miałam ochoty iść do szkoły więc wróciłam się
do domu wiedziałam że rodziców w nim nie ma.
. . .. . . .. . ..
Mama pojawiła się w
domu o 17: 30 byłam gotowa bo
wiedziałam, że byłaby zła gdyby musiała na mnie czekać. Ruszyłyśmy w stronę
auta a potem pojechałyśmy do psychologa.
Ta wizyta była inna niż wszystkie, które miałam podczas
pobytu w szpitalu.
- Wiemy, że jest teraz pani ciężko – dziwne było, że te słowa
były kierowane do mojej matki. – Chcemy pani pomóc!
- W jaki sposób ?
- Klinika Eastwide,
dzwoniłam tam dzisiaj i zgodzili się przyjąć tam pańską córkę, oczywiście
jeżeli pani się na to zgodzi.
- A czy ja mam coś do powiedzenie ? – zapytałam oburzona,
już czułam, że do moich oczu napływają łzy.
- Nie przerywaj Destiny ! – powiedziała chłodno matka.
- Może się pani nad tym zastanowić, i dać nam odpowiedź w
tygodniu, a jeżeli by nie odpowiadało wam takie rozwiązanie.
- Mi nie odpowiada ! – powiedziałam przez łzy.
- To będziemy miały codziennie terapię tutaj – dokończyła.
- Nie, nie ja myślę,
że ta klinika to doskonały pomysł. Nie możemy pozwolić na to aby Destiny znów
próbowała coś sobie zrobić.
Mama podpisała wszystkie papierki i od jutra zaczynam nowe
życie, w jakiejś klinice, co moim zdaniem jest tylko ładniejszą nazwą niż
psychiatryk. Gdy byłyśmy już w domu
poszłam do pokoju.
- Kochanie wiesz, że to dla twojego dobra – zaczęła mama.
- Mojego czy twojego ?
- Nie mów tak ! – oburzyła się.
- Tak prawda. Przez dwa lata nie zauważyłaś, że nie jem, a
teraz chcesz się pozbyć problemu i wysłać mnie do wariatkowa ?
- To nie tak . .. . . Tam będzie Ci lepiej, zmienisz
środowisko.
- I tak już nic nie zmienię, zrobisz tak jak zawsze czyli
tak jak to tobie będzie odpowiadało ! Nienawidzę Cię rozumiesz – to były
najtrudniejsze słowa jakie kiedykolwiek wypowiedziałam, czułam jak łzy spływają
po moich policzkach.
- Nie mów tak ! Pakój się, obiecuję Ci że kiedyś mi za to
podziękujesz ! – powiedziała chłodno i opuściła pokój.
Zapłakana położyłam się na łóżku i zasnęłam, ile bym dała
aby w takiej chwili był przy mnie Charlie który okazał się kompletnym idiotą.

Podoba mi się twój blog lecz jest jedna wada . Nie chcę się czepiać czy coś, ale robisz za dużo powtórzeń . Np . mały włos . mogłaś napisać - brakowało mi tylko tyle do śmierci lub coś innego .
OdpowiedzUsuńNie czepiam się ani nic, ale tak to dziwnie się czyta . :)Opowiadanie, cudowne :*
Jenny xx
Postaram się poprawić - des <3
OdpowiedzUsuńZostawiłaś mi info, a więc jestem :) no muszę przyznać, że bardzo mi się podoba, ciekawie się zapowiada :)czekam na nowy i zapraszam do siebie ;p http://my-world-with-1d.blogspot.com
OdpowiedzUsuńdziękujemy <3 i zaraz sprawdzę Twojego- V.
Usuńciekawie zaczynasz :) postaram się odwiedzać tego bloga ♥
OdpowiedzUsuńdziękujemy, to miłe <3 - V.
Usuń