poniedziałek, 4 lutego 2013

Destiny



Z wyglądu zwykła dziewczyna, nie dająca poznać po siebie całego bólu który się w niej skrywa.

A wszystko zaczęło się dwa lata temu, chęć bycia idealną . .  to był początek końca. Przestawałam jeść potrafiłam wytrzymywać parę dni, wcale nie odczuwając głodu. Gdy w końcu uzyskałam swoje wymarzone efekty nie umiała zacząć normalnie funkcjonować. Nadal nie jadłam . . . Gdy coś zjadłam nie mogłam pozbyć się tego ohydnego uczucia więc zawsze biegałam do łazienki i zmuszałam się do wymiotów. Jadłam sporadycznie aby jakoś funkcjonować, po roku, najgorszym roku w moim życiu miałam już tego dosyć. Nie nienawidziłam siebie za to co sobie zrobiłam, nienawidziłam rodziców za to, że nawet nie zauważyli co się ze mną dzieje. Nic już się dla mnie nie liczyło, samotność która mnie otaczała przyczyniała się do samookaleczenia. Z dnia na dzień na moich rękach pojawiały się nowe rany, które były zadawane ze świadomością.

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze był najgorszym jaki kiedy kol wiek miałam. Nie mogłam się porozumieć z moimi rodzicami w pewnej kwestii więc cała zapłakana ruszyłam w stronę łazienki, byłam bardzo zdenerwowana, nie pamiętam tylko chwili w której to zrobiłam.


Obudziłam się w szpitalu, okazało się że o mały włos się nie zabiłam, przy moim łóżku była matka, która chowała twarz w swoich dłoniach. 

- Jak mogłaś to zrobić, co sobie pomyślą wszyscy ? Nie myślałaś o nas o tym przez co będziemy przechodzić jeżeli by Ci się to udało ? – powiedziała moja matka przez łzy. To co powiedziała nie miało dla mnie żadnego sensu w mojej głowie słyszałam tylko ’’CO SOBIE POMYŚLĄ WSZYSCY’’

O mały włos się nie zabiłam a ona się zastanawia co pomyślą inni nie rozumiem tej kobiety.

W tej chwili podszedł do nas lekarz, który mówił że musi porozmawiać z moja matka na osobności.

- Mam do pani pytanie, czy kiedykolwiek zdarzało się, że córka nie jadała ? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć – Co ma znaczyć to pytanie ? – zapytałam lekko oburzona.

-  Pańska córka ma niedowagę i to dużą, ten etap zalicza się do anoreksji. Dlatego pytam czy ta dziewczyna jadła czy nie, musimy ustalić czy mamy do czynienia z anoreksją czy bulimią.

- Nie wiem co mam panu odpowiedzieć . . – Biłam się z myślami przecież nigdy się tym nie interesowałam jak była głodna to jadła jak nie to nie, jej sprawa.

- Przecież jest pani jej matką ! Chyba interesuje się pani tym czy je czy nie – powiedział lekarz podniesionym tonem i oburzeniem – w takim razie musimy porozmawiać z pańską córką. – Mężczyzna wszedł do pokoju w którym leżała Destiny.

                                                                              *



To była najgorsza rozmowa, ciągłe pytania od ilu nie jem, czy zmuszam się do wymiotów … W końcu to dobiegło końca lekarz opuścił pokój i udał się do swojego gabinetu, nie wiedziałam co teraz ze mną będzie, bardzo bałam się rozmowy z moją matką która w tej chwili weszła do pomieszczenia.

Po tygodniu spędzonym w szpitalu było dane wyjść mi do domu, nie mogłam się doczekać tego momentu kiedy znów będę mogła iść do szkoły, spotkać się z moim chłopakiem i najlepszą przyjaciółką. Było mi bardzo przykro, ponieważ oboje ani razu nie byli u mnie ale po zastanowieniu stwierdziłam, że pewnie się bali. Nie miałam im tego za złe.

Jak zawsze wstałam o  7 : 30 aby zdążyć przygotować się do szkoły. O godzinie 18 miałam wizytę u pani psycholog, trochę się bałam, ale pewnie nie będzie tak źle, idę tam z moją matką.

Byłam już pod budynkiem szkoły, w oddali zobaczyłam Charlie, chyba nigdy się tak nie cieszyłam na jego widok, gdy byłam już koło niego rzuciłam się mu na szyje :

- Nawet nie wiesz jak się stęskniłam – chciałam go pocałować, ale nagle poczułam, że mnie od siebie odpycha. – Co jest, Charlie ?

- Nie rozumiem Cię Des. Nie wiem jak mogłaś to zrobić . . .  to nie jest normalne, nie mogę być z taką  wariatką, to koniec ! – powiedział spokojnym głosem, po chwili podszedł do swoich przyjaciół i zostawił mnie samą. Czułam się okropnie, jedyna  osoba przy której czułam się szczęśliwa, właśnie odeszła. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, to miał być piękny dzień a już na samym początku jest beznadziejny.

Udałam się na ławkę przed szkołą, chciałam dojść do siebie. Po chwili dołączyła do mnie Helen, która usiadła koło mnie, nie chciałam być sama więc się do niej przytuliłam, niestety powtórzyła się sytuacja która miała miejsce chwilę temu. Dziewczyna odepchnęła mnie od siebie :

- Ty nie jesteś normalna ! Nie wiem jak mogłam się z tobą zadawać ! Jak można próbować się zabić ? Nie masz problemów a robisz jakieś akcje …. Nie rozumiem Cię i nienawidzę, Cześć ! – powiedziała prawie krzycząc w tej chwili zaczęłam płakać, nie miałam ochoty iść do szkoły więc wróciłam się do domu wiedziałam że rodziców w nim nie ma.


. . .. . . .. . ..



 Mama pojawiła się w domu o 17: 30  byłam gotowa bo wiedziałam, że byłaby zła gdyby musiała na mnie czekać. Ruszyłyśmy w stronę auta a potem pojechałyśmy do psychologa.

Ta wizyta była inna niż wszystkie, które miałam podczas pobytu w szpitalu.

- Wiemy, że jest teraz pani ciężko – dziwne było, że te słowa były kierowane do mojej matki. – Chcemy pani pomóc!

- W jaki sposób ?

- Klinika  Eastwide, dzwoniłam tam dzisiaj i zgodzili się przyjąć tam pańską córkę, oczywiście jeżeli pani się na to zgodzi.

- A czy ja mam coś do powiedzenie ? – zapytałam oburzona, już czułam, że do moich oczu napływają łzy.

- Nie przerywaj Destiny ! – powiedziała chłodno matka.

- Może się pani nad tym zastanowić, i dać nam odpowiedź w tygodniu, a jeżeli by nie odpowiadało wam takie rozwiązanie.

- Mi nie odpowiada ! – powiedziałam przez łzy.

- To będziemy miały codziennie terapię tutaj – dokończyła.

-  Nie, nie ja myślę, że ta klinika to doskonały pomysł. Nie możemy pozwolić na to aby Destiny znów próbowała coś sobie zrobić.

Mama podpisała wszystkie papierki i od jutra zaczynam nowe życie, w jakiejś klinice, co moim zdaniem jest tylko ładniejszą nazwą niż psychiatryk. Gdy byłyśmy już w domu  poszłam do pokoju.

- Kochanie wiesz, że to dla twojego dobra – zaczęła mama.

- Mojego czy twojego ?

- Nie mów tak ! – oburzyła się.

- Tak prawda. Przez dwa lata nie zauważyłaś, że nie jem, a teraz chcesz się pozbyć problemu i wysłać mnie do wariatkowa ?

- To nie tak . .. . . Tam będzie Ci lepiej, zmienisz środowisko.

- I tak już nic nie zmienię, zrobisz tak jak zawsze czyli tak jak to tobie będzie odpowiadało ! Nienawidzę Cię rozumiesz – to były najtrudniejsze słowa jakie kiedykolwiek wypowiedziałam, czułam jak łzy spływają po moich policzkach.

- Nie mów tak ! Pakój się, obiecuję Ci że kiedyś mi za to podziękujesz ! – powiedziała chłodno i opuściła pokój.

Zapłakana położyłam się na łóżku i zasnęłam, ile bym dała aby w takiej chwili był przy mnie Charlie który okazał się kompletnym idiotą. 



6 komentarzy:

  1. Podoba mi się twój blog lecz jest jedna wada . Nie chcę się czepiać czy coś, ale robisz za dużo powtórzeń . Np . mały włos . mogłaś napisać - brakowało mi tylko tyle do śmierci lub coś innego .
    Nie czepiam się ani nic, ale tak to dziwnie się czyta . :)Opowiadanie, cudowne :*
    Jenny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaram się poprawić - des <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostawiłaś mi info, a więc jestem :) no muszę przyznać, że bardzo mi się podoba, ciekawie się zapowiada :)czekam na nowy i zapraszam do siebie ;p http://my-world-with-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawie zaczynasz :) postaram się odwiedzać tego bloga ♥

    OdpowiedzUsuń